Cześć! Dziś chciałabym przybić piątkę wszystkim Czytelniczkom. To dzięki Wam jestem w miejscu, w którym jestem. Jak wiecie, zostałam Ambasadorką Arkadii. Nieprzypadkowo, dziękuję Wam za obecność na lilylife.
Ale zacznijmy od początku… główną inspiracją do założenia bloga była moja córka Lily. I gdyby nie ona, to pewnie byśmy się nie poznały. Z czasem, blog się rozwijał, przybywało Czytelniczek, które stały się poniekąd jego propagatorkami. To właśnie od jednej z Was dowiedziałyśmy się o konkursie na Ambasadora Arkadii. Nie zastanawiając się długo, wysłałam zgłoszenie. Podobno, takich zgłoszeń było ponad tysiąc. Przebrnąć do końca rekrutacji nie było łatwo, ale ufff…… udało się! 🙂
Zatem to dzięki Wam, Drogie Czytelniczki, teraz mogę się tym cieszyć i chwalić.
Bycie Ambasadorką jest dla mnie pewnego rodzaju misją, którą chciałbym wypełnić jak najlepiej. Ta misja to obserwowanie, testowanie wszystkich arkadyjskich możliwości, a także przekazanie Wam mojej opinii dotyczącej produktów i usług. Nie będę przybliżać historii tego miejsca. Zapoznam Was z nowościami i zaproszę do wspólnej przygody poznania centrum handlowego także „od kuchni”, to wszystko w nowym cyklu „Arkadia life”.
Pierwsze wspólne chwile w Arkadii urzekły nie tylko mnie… podczas jednej z wizyt Lily dostrzegła rzeczy, których ja bym nawet nie zauważyła. Patrzyła na sufit stojąc dziesięć minut z głową w górze wykrzykując „Mamo, mamo widzisz jakie to piękne?” I faktycznie, sufity w Arkadii są zaskakująco interesujące! Widzieliście?
Mój welcome day spędzony w nowej pracy sprawił, że spojrzałam na Arkadię inaczej. Nie tylko jak na miejsce do robienia zakupów, ale takie, w którym można ciekawie spędzić czas. Ale o wszystkim opowiem Wam w kolejnych postach!
Tymczasem jednak zapraszam do obejrzenia relacji z mojego pierwszego dnia pracy i kilku kadrów w mojej nowej roli!
– Ambasadorka Arkadii
































