A może nad morze? O wszystkim i o niczym… czyli o tym, jak powstają nasze filmy i jak odpoczywamy od codzienności.

Są takie chwile, kiedy siadasz i myślisz sobie, po co to wszystko? I choć życie układa się po Twojej myśli, to ciągle Ci czegoś brakuje… Bo gdy jest praca, to nie ma czasu. A jak jest czas, to nie ma pracy.
I tak w kółko. Aktualnie najbardziej ze wszystkiego brakuje mi słońca i podróży… ale pocieszam się, że niedługo przyjdzie wiosna, człowiek od razu zacznie żyć inaczej. Już teraz miewam takie dni, kiedy budzą mnie jasne promienie pomarańczy i żyje się jakby lepiej. Jestem pewna, że Wy też tak macie. Oficjalnie zaczynam odliczanie do wiosny! A dzisiejszy wpis jest o wszystkim i o niczym jednocześnie. Dawno nie pisałam od serca, dlatego chciałabym poruszyć kilka wątków. Kto jest wytrwały, niech czyta, kto mniej, niech ogląda zdjęcia. ;)

Wsiedliście kiedyś do pociągu i pojechaliście gdziekolwiek? Tak po prostu, bez ustalania czy możecie sobie na to pozwolić, czy teraz jest na to odpowiedni czas i bez żadnego, ale to zupełnie żadnego planowania? My tak zrobiliśmy wiele razy i nigdy nie żałowaliśmy.
Spakowaliśmy walizkę i wyszliśmy z domu. Okazuje się, że takie wyjazdy zawsze są najlepsze. Pamięta się je do końca życia, a w danej chwili pozwalają wyłączyć się od życia. W ubiegłym roku wsiedliśmy do pociągu i pojechaliśmy nad morze. To była jedna z najlepszych decyzji w moim/naszym życiu. Odpoczęliśmy od codziennego biegu, zmartwień i tego, co ciążyło w głowie. Spędziliśmy kilka wspaniałych dni tylko we troje. Tych wspomnień nikt nam nigdy nie odbierze. To był trudny rok, jak na pewno zauważyliście, mieliśmy małą przerwę w blogowaniu, ale… zostawmy to za sobą. W tym roku wróciliśmy na dobre. Można powiedzieć, że to zdecydowanie Nasz Rok! Cieszymy się, że jest Was coraz więcej. Serce rośnie, gdy czytamy wszystkie Wasze wiadomości na FB, komentarze i maile. To daje nam ogromną motywację do tworzenia nowych treści, kręcenia filmów i robienia tego, co naprawdę kochamy. A o to właśnie walczyliśmy… bo nie ma w życiu nic piękniejszego niż robić to, co się lubi. A jeszcze jak rodzina podziela Twoją pasje i chce być jej częścią, to już nie ma nic więcej… Często myślę sobie, że wygrałam życie!


Lily w przeciągu ostatniego roku bardzo urosła, wydoroślała i zrobiła się małą dziewczyną. To już nie jest słodki bobas, któremu robiłam zdjęcia. To mały, świadomy człowiek, który chce i może decydować o sobie. O tym, jak się ubierze, w co się będzie bawić i z kim. Jej dorastanie zaskakuje mnie każdego dnia. I wiecie co? Gdyby nie ona, to naszych filmów by nie było. To ona była inspiracją do założenia bloga i zastanawialiśmy się nawet kiedyś, czy jak już nie będzie maluszkiem, to skończymy naszą przygodę z blogowaniem, czy zmienimy tematykę, czy może jeszcze zupełnie coś innego? Jak się okazuje, mija czwarty rok blogowania, a ona ciągle nas inspiruje i motywuje!
Wiecie, że to właśnie ona wpadła na pomysł kręcenia filmów na naszym blogu? Pewnego dnia poprosiła mnie, żebym nagrała, jak się bawi. Oczywiście, że spełniłam prośbę. I tak codziennie nagrywałyśmy telefonem filmiki, jak bawi się konikami My Little Pony, później Pet Shopami, aż w końcu spytała mnie: Mamo, a wrzucisz to do internetu? No wiesz, żeby inni mogli to oglądać?
Przez chwilę mnie zamurowało, potem jakoś temat uciekł. Aż w końcu nagrałyśmy pierwszy film instruktażowy, który jak się okazało, zapoczątkował całą serię naszych filmów. A nagrałyśmy go naprawdę dla zabawy, nawet bez zamiaru wrzucania go do sieci. Tutaj też muszę podziękować A., która krytycznym okiem powiedziała: Wrzucaj, ona jest świetna! I gdyby nie znajoma, to być może sama bym się nigdy nie zdecydowała na publikację. Wiecie, jak to jest… milion wątpliwości, potem brak wiary w swoje umiejętności, strach przed hejterami, aż w końcu chęć zrobienia tego jeszcze raz, ale lepiej. ;) Niestety, ale takich filmów nie da się powtórzyć. Scenariusze piszą się same i nawet gdybym poprosiła Lily o powtórzenie, to nigdy to nie będzie takie samo. I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Ta spontaniczność, jej naturalność i lekkość, z jaką przychodzi Lily być prowadzącą.


Teraz nie ma tygodnia, żebyśmy nie nagrywali. I wiecie co? To jest świetna zabawa! Bawimy się całą rodziną przy naszych eksperymentach i o tej właśnie wspólnej pasji wspomniałam Wam wyżej. Odnaleźliśmy się w tym całą trójką. Kiedyś napiszę, a może nawet pokażę Wam na żywo, jak wygląda to nasze nagrywanie. Ile jest przy tym śmiechu, ile radości, wygłupów i innych atrakcji. Film, który przy tym powstaje to tylko wycięta minuta czy dwie z kilku godzin zabawy. Ktoś mnie kiedyś zapytał: Ale po co Ty robisz te filmy?
A no po to, by zachęcić innych rodziców do zabawy ze swoimi dziećmi. Do robienia rzeczy kreatywnych, które pozwolą przyjemnie spędzić czas. Niekoniecznie przed telewizorem.


Kurtkę, którą mam na sobie lubię szczególnie. Kojarzy mi się właśnie z naszymi spontanicznymi wypadami. Do lasu, nad morze, w góry, czy na Roztocze. Zawsze sprawdza się idealnie w sportowym wydaniu. I to jest kolejny powód, by odliczać dni do wiosny i zrzucić puchowe płaszcze w imię wiosennych kurtek! ;) Po roku testowania mogę śmiało powiedzieć, że jest nie do zdarcia. Za to właśnie lubię Lagattini. Jakość, trwałość i klasa! W sklepie znajdziecie wiele ciekawych modeli jeansów, kurtek i sukienek wysokogatunkowych. Takich nie do zdarcia, na co dzień i od święta. 😉  
Wiosno, przybywaj, bo chcę odświeżyć swoją szafę!

A teraz zostawiam Was z naszymi nadmorskimi kadrami, łapcie trochę jodu, orzeźwiającego wiatru i jeśli możecie, to pakujcie walizkę i wybywajcie na reset. Byle gdzie. 










Ja / Kurtka: Lagattini / Spodnie: Bershka / Bluza: Mr.Gugu&Miss Go / Buty: Adidas / Czapka: H&M
Lily / Bluza: Factorya / Kamizelka&Chusta: Zara / Spódnica&Rajstopy; Reserved / Buty: Chipie

 

Share on FacebookPin on PinterestTweet about this on TwitterShare on Google+

Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *