Pytanie „Macie już imię?” padło już milion razy, zaraz po tym, jak zdradziliśmy płeć naszego dziecka. Muszę przyznać, że wybór imienia jest nie lada wyzwaniem. Szczególnie w dobie dzisiejszych czasów, kiedy to propozycji jest naprawdę sporo. Od Janków po Brajanki. A jak zdecydować się na to jedno, jedyne imię, które będzie towarzyszyło naszemu dziecku już do końca życia?

Rodzice często kierują się własnymi upodobaniami, ładnym brzmieniem, możliwością skracania imienia lub nadają je po swoich przodkach, co akurat uważam za piękna tradycję. Niekiedy też ulegają presji rodziny, ewentualnie kierują się modą, czy wybierają imiona, które noszą ulubione postaci z filmów i seriali. Najczęściej jednak wybór imienia nie należy do najłatwiejszych, szczególnie kiedy obojgu rodzicom podoba się inne imię. Wtedy też trzeba nauczyć się iść na kompromisy. W ostatnich latach do łask wróciły imiona staropolskie, które jeszcze jakiś czas temu wydawały się oryginalne i mało spotykane, np. Aniela, Jan, Helena, Stanisław czy Zofia. A teraz? Teraz na placu zabaw wołając swoje dziecko, przybiega jeszcze piątka cudzych, bo imię Julia czy Antoni to najczęściej nadawane imiona w ostatnich latach.
À propos przypomniała mi się moja rozmowa z córką, jak kiedyś zapytałam:

„Lily, a jak Pani w przedszkolu woła Julka, to jak wskazuje tego konkretnego?”.

I wiecie, co usłyszałam:

„No, nie wskazuje. Woła jednego, a przybiega trzech”. 😉

Oczywiście nie mam nic przeciwko tak popularnym imionom, bo mnie samej podoba się większość tych staropolskich. Nie mam też nic przeciwko, kiedy rodzice nadają swoim dzieciom imiona zagraniczne, jak wiecie, sami wybraliśmy dla córki imię niespotykane (w tamtym okresie) i niepolskie. Do dziś wiele osób pyta, czy Lily to Lilianna?

Pamiętam, jak na początku wszyscy się dziwili. Znaczna część pytała: „Jest takie imię? Zapisali Wam w urzędzie?” Otóż jest! I z zapisaniem też nie było najmniejszego problemu. Po siedmiu latach wiele się zmieniło i imię Lily  przestało dziwić, a i pojawia się już coraz częściej. 😉 Nie ma co się dziwić, bo to jest naprawdę piękne imię. Kiedy dowiedzieliśmy się, że będziemy mieć córeczkę, to nie mieliśmy żadnych wątpliwości. Od razu wiedzieliśmy, że będzie Lily.  Nawet nie pomyśleliśmy przez sekundę o innych imionach. Tym razem jest nieco inaczej, bo nad imieniem dla syna jeszcze debatujemy, ale mamy swój typ. Też na L. 

Zależy nam, by pasowało do nazwiska, było krótkie, nie miało zdrobienia i ładnie brzmiało.  

Ważne jednak jest, by przy wyborze imion dla swoich dzieci zachować rozsądek i wybrać takie, które nam się podoba, ale jednocześnie pamiętając, że to decyzja na całe życie. (No, dobra, teraz ze zmianą imienia też jest dużo łatwiej niż kiedyś, ale znam niewiele osób, którym chciało się w to bawić). Nadając imię, musimy wiedzieć, że nie może być ono obraźliwe, musi wskazywać płeć i nie powinno się źle kojarzyć — myślę, że nie muszę tego tłumaczyć, bo przecież nikt z rodziców nie chciałby zrobić swojemu dziecku na złość.

Postawić na klasykę, czy oryginalność?

Myślę, że ile ludzi, tyle odpowiedzi. To tak, jak z ilością imion. Możesz nazwać Jaś, a możesz Brajan. I w dzisiejszych czasach nie powinno to już nikogo dziwić. Jest tak duża różnorodność, że mówienie komuś, iż nadając, jakieś niespotykanie imię krzywdzi się dziecko, jest niesprawiedliwe i pokazuje tylko tyle, że to my dorośli, nie jesteśmy tolerancyjni. 

Okazuje się, że o imionach każdy ma coś do powiedzenia. Przyznam szczerze, że do napisania tego tekstu zainspirowała mnie po części przykra sytuacja, która ostatnio miała miejsce na jednej z ciążowych grup. Mianowicie, jedna z dziewczyn opublikowała wpis:

Mamaginekolog zdradziła imię. Chce nazwać syna Gilbert. Mnie się to imię nie podoba, zresztą Roger też nie jest ładne”.

I wszystko w porządku, bo jej nie musi się podobać, ale nie rozumiem publicznego komentowania czyiś wyborów. Skąd w ludziach taka potrzeba publicznego oceniania innych? Byłabym w stanie nawet wybaczyć ten idiotyczny post, a raczej przejść obok niego obojętnie, gdyby nie to, co zobaczyłam w komentarzach… Ludzie mają taką lekkość, jeśli chodzi o ocenianie i wyrażanie swoich emocji i to niekoniecznie tych dobrych, że można naprawdę zwątpić. Muszę przyznać, że jest to też trochę przerażające. Dotknęło mnie to mocno. I nie tylko dlatego, że znam Nicole osobiście, ale dlatego, że sama stoję przed wyborem imienia dla naszego syna, niekoniecznie pospolitego, takiego, jakby chcieli wszyscy.

Czytając komentarze typu: „Jakie okropne imię”, „Jak można nazwać tak dziecko” itp. zaczęłam się zastanawiać, czy to znowu zbiegły się hejterki Mamyginekolog, czy jeśli usłyszałby, jak ja planuję nazwać syna, to też spotkałabym się z takimi nieprzyjemnymi komentarzami? Odpowiedź przyszła szybko! Pierwsza sytuacja miała miejsce zaraz na drugi dzień po tej aferze na grupie, kiedy poszłam rano (jak zwykle) po kawę i pieczywo do piekarni. Pani zza lady zapytała, jak chcemy nazwać syna, po czym, kiedy usłyszała imię skwitowała:

„Nie róbcie tego dziecku. Będą się z niego dzieci śmiać w przedszkolu. Dzieci są teraz naprawdę okropne”.

Spojrzałam na nią i nic nie powiedziałam, ale pomyślałam: „Czy to na pewno będą śmiać się dzieci? Czy to nie dorośli, powinni uczyć tolerancji?” Wydaje mi się, że z oryginalnymi imionami zazwyczaj problem mają właśnie dorośli, którzy często kierują się stereotypami.

Dzieci przyjmują świat takim, jakim jest. Jeśli poznają nową osobę o imieniu, np. Hugo, Zoja czy Aniela to akceptują to. Nie komentują i nie dziwią się tak jak dorośli. A już na pewno nie sprawiają przykrości. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale nie zapominajmy, że to my jesteśmy odpowiedzialni za wychowanie naszych dzieci. Nie przedszkole, nie Pani w szkole, nie podwórko, ale MY, rodzice. A uczenie tolerancji jest niezwykle ważne. Tolerancja, jak wiemy, odnosi się do ludzi, nie do czynów. Dlatego powinniśmy uczyć dzieci szacunku do drugiego człowieka, zaakceptowania go takim, jaki jest. A tymczasem komentujemy przy swoich dzieciach wybory innych ludzi, tak jakby dzieci były powietrzem. Zapominając przy tym, że dzieciaki chłoną nasze wypowiedzi (zachowanie) jak gąbka wodę i wykorzystują to w najmniej spodziewanym, ale odpowiednim momencie. I potem nie ma co się dziwić i wstydzić, kiedy dziecko wypali do Waszych znajomych z super miłym tekścikiem. 

Wracając jeszcze na moment do sytuacji z grupy facebookowej. Zastanawiam się, co kieruje ludźmi, że wstawiają takie posty na publiczną tablicę? Dlaczego z taką łatwością oceniają innych? Przecież wiadomo, że gusta są różne i każdemu będzie podobało się inne imię, poza tym to jest indywidualna sprawa każdego rodzica, jakie imię wybierze dla swojego dziecka. My powinniśmy to zaakceptować i wykazać trochę empatii. Nawet, jak imię mocno nam się nie podoba, to nie komentujmy. Zachowajmy swoje odczucia dla siebie. Bądźmy dla siebie dobrzy.

Już nawet nie chodzi mi o samo ocenianie wyboru imienia, ale o życie… Cokolwiek nie pokażesz, nie powiesz w sieci, często spotkasz się z jakimś zawistnym komentarzem odbiorcy. Ja na szczęście nie doświadczyłam nigdy jakiegoś wielkiego hejtu w internecie, ale to, co się dzieje na profilach moich koleżanek blogerek przechodzi ludzkie pojęcie. Skąd się biorą hejterzy? Nie mam pojęcia, ale najlepiej, żeby wrócili skąd przyszli. A najlepiej niech znajdą sobie zajęcie, bo spędzanie wolnego czasu przy komputerze na gnębieniu i sprawianiu przykrości nie jest normalne.

Tak myślę, obserwuję, przeglądam konta…. i stwierdzam, że chyba głównym powodem takich zachowań jest fakt, że krytykując innych, tacy ludzie podnoszą swoje poczucie wartości. Jednak my nie powinniśmy na to pozwalać! Nie pozwólmy ranić innych. Nie mamy prawa oceniać innych ludzi! Czy idąc po ulicy, krzyczysz za kimś, że ma gruby tyłek, albo brzydkie imię? Ludzie myślą, że w internecie można wszystko! A to nie prawda. Mogłabym podawać wiele przykładów, może nawet napisać książkę o hejterach?
To jest temat zdecydowanie na oddzielny wpis, wróćmy jednak do tematu.

Druga sytuacja, kiedy usłyszałam

„Nie krzywdź dziecka”

też wypłynęła, nie zdziwicie się, z ust dorosłych. 

Dorośli żyją według schematów, chętnie oceniają innych, ale jednocześnie boją się być oceniani. Sławne „bo co ludzie powiedzą?” spędza im sen z powiek, chcą (nie do końca właśnie wiem, czy chcą) żyć normalnie, czyli tak jak robią to inni. I mimo, iż brakuje im odwagi, by żyć jak chcą, udzielają złotych (na przekór) rad innym ludziom. Wpędzają w innych poczucie winy, a może nawet i wstydu. Sprawiają, że Ty też masz żyć, jak inni. Tylko po  co?
I widzicie, temat oceniania i hejterów wraca jak bumerang, nawet przy wydawałoby się tak przyjemnym temacie, jakim jest wybór imienia. 

Pomijając już wszystkie nieprzyjemne komentarze, trzeba wspomnieć o tych miłych sytuacjach, których jest zdecydowanie więcej (na szczęście). Mimo wszystko jest wielu dobrych ludzi, którzy potrafią zaakceptować nasze wybory i jeszcze powiedzieć coś miłego.

„Piękne imię, będzie z niego bardzo zadowolony”.

Czas wymyślania imienia uważam za jeden z najpiękniejszych w okresie ciąży, o ile nie idziemy na noże z drugą połówką, bo takie historie też słyszałam. To my decydujemy, jak ktoś będzie wołał na nasze dziecko. I wiadomo, nigdy nie dogodzimy wszystkim ludziom. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał jakieś ale”. Nie przejmujmy się, wybór imienia to nasza indywidualna sprawa.

Już na sam koniec dodam tylko: Nauczymy się nie oceniać innych, ale także siebie. Każdy człowiek jest inny i ma do tego prawo. Bądźmy dla siebie wyrozumiali, a będzie nam w życiu łatwiej.

Comments

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *