Z czym kojarzy Wam się dzieciństwo?

Zacznijmy od definicji. Wikipedia mówi:

Dzieciństwo – jeden z okresów rozwojowych w życiu człowieka. Osobnika ludzkiego w tym okresie nazywa się dzieckiem. Dokładne granice tego okresu są trudne do określenia, ponieważ przechodzenie z okresu dziecięcego
w dorosłość jest bardzo powolne i brak tu gwałtownych zmian, które mogłyby stanowić granicę. Według S. Baleya dzieciństwo to okres od ukończenia pierwszego roku życia do około 14 lat. Wtedy pamięć dziecka jest coraz lepsza, zaczyna odczuwać chęć kontaktu z rówieśnikami. Ma ogromną chęć poznawania świata, przez co zadaje nieustające pytania. Nabywa różnych umiejętności, które będą mu niezbędne w dalszym życiu. W tym czasie kształtuje się charakter i osobowość dziecka.

Myśląc o swoim dzieciństwie, zamykam oczy i widzę siebie biegającą z koleżankami od świtu do nocy po osiedlu. To był jeden z najpiękniejszych okresów w moim życiu. Chyba wtedy nauczyłam się najwięcej. Poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, z niektórymi znam się i utrzymuję kontakt do dziś. Nauczyłam się obcowania w grupie, pracy zespołowej, rozwiązywania problemów, mówienia o swoich emocjach i wielu innych, przydatnych w dorosłym życiu umiejętności.
Moje podwórko było najlepszym centrum rozrywki, gdzie główną atrakcją był trzepak. Nie było popołudnia, żebyśmy się przy nim wszyscy nie spotkali, by chwilę powisieć do góry nogami i zaplanować zabawy na dalszą część dnia. Wychowywałam się w czasach, kiedy nie było Facebooka, nawet nie pamiętam, kiedy miałam pierwszy komputer. Telefon dostałam w 1 klasie liceum, to już pamiętam — Nokia 3310. Pamiętacie ten kultowy telefon? ; ) Teraz dzieciaki dostają telefony w podstawówce, a nawet i wcześniej!!! Wcale tego nie wymyślam. Widziałam na własne oczy dzieci znajomych, które mają już swoje telefony. Dla mnie przesada, ale nie mnie oceniać.
Sama zastanawiam się, kiedy przyjdzie taki czas, że Lily poprosi o komórkę. Mam jednak nadzieję, że nieprędko…
ale temat telefonów zostawmy na oddzielny wpis. Wiem, że w dobie dzisiejszych czasów jest to wszystko po prostu dostępne na wyciągnięcie ręki. W czasach mojego dzieciństwa nie było dostępu do zagranicznych zabawek. Ba! Nawet oryginalne buty były marzeniem. Moje pierwsze, oryginalne adidasy pamiętam bardzo dobrze.
Kupiła mi je mama na raty w jednym sklepie w naszym miasteczku (ten sklep jest do dzisiaj!), bo nie nie mogła sobie pozwolić na cztery pary drogich butów na raz. Wtedy tego nie rozumiałam. Dziś doceniam.

Kiedy spotykaliśmy się na tym sławnym trzepaku, to działo się tyle fascynujących rzeczy. Mimo że nie posiadaliśmy komputerów i telefonów komórkowych, to mieliśmy głowy pełne pomysłów. Byliśmy kreatywni.
Zawsze potrafiliśmy zorganizować sobie czas i trudno było wrócić do domu, nawet gdy słyszało się co chwilę nawoływanie rodziców z okna „chodźcie do domu”. Nie było dnia, by ktoś z nas nie krzyczał „Ale mamo,
jeszcze pięć minut”.

Często słyszy się „ach te dzisiejsze dzieci, tylko bajki, komputery i tablety”, ale prawda jest taka, że to od nas, rodziców zależy, jak nasze dzieci będą spędzały popołudnia. Dlaczego nie możemy przekazać im tej tajemnej wiedzy, jak zorganizować sobie czas na dworze, tych wszystkich magicznych zabaw z naszego dzieciństwa? Myślicie, że zabawa w chowanego, podchody, czy gra w gumę ich nie zainteresuje? Oczywiście, że zainteresuje! Jestem przekonana, że nasze dzieci mogą stać się dziećmi podwórka tak jak i my nimi byliśmy. Przestańmy tylko mówić, że są dziećmi komputerów. Wkurza mnie niemiłosiernie, gdy słyszę: „teraz dzieci wolą wybrać grę na komputerze, czy oglądać bajki niż bawić się na dworze”, bo to wcale nie jest prawdą. Wybierają to, co im pokażą rodzice. I to, że nasze dzieci siedzą non stop przed komputerem, czy TV to tylko i wyłącznie nasza wina.
Ktoś powie: „ale taka jest rzeczywistość!” – a ja się z tym nie zgodzę, bo to my tworzymy naszą rzeczywistość!
Pokażmy naszym pociechom te wszystkie, jakże proste, ale i atrakcyjne zabawy na świeżym powietrzu.
Pokażmy, jak można się dobrze bawić i niekoniecznie przyciskając guzik w telefonie, czy tablecie.
Zobaczycie, co się stanie, jaka będzie wielka radość z zabawy na podwórku. A wtedy to i dla nich największą karą będzie, gdy zostaną w domu. Pamiętam do dziś, kiedy coś przeskrobałam, to najbardziej bałam się, że mama nie puści mnie pod blok i będę musiała siedzieć sama w domu. A przecież na trzepaku było najlepiej!

Ja wiem, że najłatwiej jest włączyć dziecku bajki, które teraz lecą niemalże na okrągło i zająć się domem, pracą, czy czymkolwiek innym. Wszyscy są teraz zabiegani, każdemu brakuje czasu, ale dla chcącego nic trudnego.
Naprawdę wszystko da się pogodzić.

Wiem też, że kiedyś było inaczej, bo wypuszczało się dzieci pod blok, z sąsiadami żyło się jak z rodziną, a dzieci doglądało się przez okno. Czasy się zmieniły i tutaj nie będę się sprzeczała, bo sama nie wyobrażam sobie wypuścić mojej córki na osiedle bez żadnej opieki, gdzie ja w jej wieku biegałam już sama z koleżankami i bawiłam się w chowanego lub berka. Myślę, że długo jeszcze się to nie zmieni. Widziałam, jak rodzice puszczają swoje pięciolatki same do sklepu, czy na plac zabaw, który mają pod blokiem. Dla mnie to zdecydowanie za szybko. Wolę nie zrobić prania, nie umyć podłogi, czy nie odkurzyć, a wyjść z córką pod blok, by mogła pobawić się z rówieśnikami.
Sama też często organizuję dzieciakom zabawy, przywołując właśnie te „nasze” podwórkowe hity. Z wielkim wzruszeniem, ale i zachwytem przyglądałam się w ubiegłoroczne wakacje, które spędzaliśmy w naszym rodzinnym miasteczku, na moim i męża osiedlu z dzieciństwa, jak Lily bawiła się ze starszymi koleżankami w chowanego,
czy próbowała grać w gumę. Widziałam siebie, dosłownie. I każdy, kto doświadczył już takiego widoku, na pewno wie, o czym mówię. Niesamowite!

Każdy, kto pamięta jeszcze zabawy z dzieciństwa, które zaraz wymienię, jest szczęściarzem. Moim marzeniem jest, by nasze dzieci miały beztroskie, pełne przygód dzieciństwo. Na pewno wiecie, że dzieci są bardzo kreatywne
i wystarczy dać im przyzwolenie, trochę luzu a same wymyślą świetną zabawę. I co najważniejsze nie potrzebują do tego miliona zabawek. Często już sam patyk jest dla nich najpiękniejszą różdżką. Nie przeżywajmy życia za nasze dzieci, nie zakopujmy ich zabawkami, tymi nieszczęsnymi tabletami a dajmy im swobodę i pozwólmy na najpiękniejsze zabawy i przyjaźnie zawarte na podwórku, które mogą przetrwać nawet całe życie. 😉

 

Teraz przypomnę Wam najsłynniejsze hity z osiedlowego centrum rozrywek:

1. ZABAWA W CHOWANEGO
To zdecydowanie mój numer jeden. Nie było wieczoru, żebyśmy nie bawili się w chowanego na osiedlu. Im więcej osób, tym lepiej. Jedna osoba kryje, zazwyczaj liczyła do 50, a cała reszta musiała się schować. Kryjącego wybieraliśmy zawsze za pomocą wyliczanki „Wpadła bomba do piwnicy” Znacie? ; ) Zabawa polega na odnalezieniu wszystkich osób, które się schowały. Pierwsza odnaleziona osoba, kryje w następnej kolejce.
Najwięcej emocji przynosiło jednak wyczekiwanie, kiedy kryjący odejdzie od ściany, gdzie trzeba było zaklepać każdą odnalezioną osobę i będzie się można zaklepać samemu, wykorzystując nieuwagę szukającego. 😉 


2. GUMA DO SKAKANIA
Niby niepozorna. Już dawno zapomniana, ale nadal można ją kupić za grosze. My kupiłyśmy, chyba w Pepco za 2 zł w tamtym roku i podejmowałyśmy pierwsze próby skakania. Do zabawy potrzebujemy minimum trzech osób,
ale gdy są dwie to też damy radę — kto z nas nie zaczepiał gumy o słupek, czy krzesło? 😉 Dwie osoby trzymają gumę, a jedna skacze. Jest wiele możliwości, różne gry. Ja uczyłam Lily jako pierwsze gry: DO ZA DO WY.
Znacie, pamiętacie? Kiedy już dwie osoby trzymają gumę na kostkach, to dziecko skaczące wskakuje z jednej strony żabką (jednocześnie ze złączonymi nogami) do środka gumy (DO), następnie na zewnątrz (ZA), aby linie znalazły się między nogami, znów do środka gumy (DO) i wyskakuje na drugą stronę (WY). I to wszystko powtarza się na różnych wysokościach: łydki, kolana, uda, pupa, pas, aż do momentu skuchy. Wtedy zamieniamy się z jedną osobą trzymającą gumę.


3. GRA W KLASY
Kto z nas jej nie pamięta? Wystarczyło kawałek kredy, czy kamyka i rysowało się na asfalcie kwadraty z numerami. Nie pamiętam już dokładnie, ile rysowało się kwadratów, ale chyba 7. My rysujemy więcej, żeby skakanie trwało dłużej. ; ) Grę rozpoczyna osoba, która jako pierwsza rzuci kamyczkiem na kwadrat z numerem 1.
Skacząca osoba nie może się zachwiać ani skoczyć na linię, gdy to zrobi, będzie skucha. ; ) Gra trwa do momentu,
aż przejdziemy wszystkie rundy. Chyba że znudzi się dzieciakom wcześniej…

My nawet w zimie potrafiłyśmy znaleźć sposób na grę w klasy — wykleiłyśmy je taśmą izolacyjną na podłodze. Wiecie, jaka była super zabawa?

4. BABA JAGA PATRZY
Ile jest śmiechu przy tej zabawie, to wie tylko ten, kto choć raz się w nią bawił. Zasady jak zawsze proste. Jedna osoba stoi tyłem do pozostałych uczestników zabawy i krzyczy „raz, dwa, trzy, Baba Jaga patrzy!”.
W czasie, kiedy Baba Jaga stoi tyłem i krzyczy, uczestnicy biegną w jej stronę, a na słowo „patrzy” muszą stać bez ruchu, niezależnie czy stoją właśnie na jednej nodze, czy w innej dziwnej pozie. Baba Jaga ma za zadanie sprawdzić, kto faktycznie wytrzymuje w bezruchu. Osoby, które się poruszyły, wracają na start, a pozostali biegną dalej. Wygrywa osoba, która jako pierwsza dotknie Baby Jagi. Wtedy zamienia się z nią miejscami i tak aż do znudzenia. Zabawa może trwać naprawdę bardzo długo. 😉


5. SKAKANKA
Każdy wie, do czego służy skakanka. Skakać można obunóż, lajkonikiem, na jednej nodze, krzyżakiem, do przodu lub do tyłu. Skakanka daje nam wiele możliwości. Można skakać samemu, a można i w grupach. Do grupowej zabawy będziemy potrzebować dłuższej skakanki lub sznura. Pamiętam, jak skakałyśmy do upadłego.
Dwie osoby stają naprzeciwko siebie i kręcą skakanką, a pozostali uczestnicy równocześnie przez nią skaczą. Najlepiej by do skakanki gracze wchodzili (wskakiwali) kolejno. Dziecko, które skusi (nie przeskoczy lub zawadzi
o skakankę) zmienia się z osobą kręcącą skakankę. Było jeszcze kilka innych zabaw ze skakanką, ale zasad do końca nie pamiętam. Jeśli Wam się przypomni jakaś zabawa ze skakanką, to piszcie w komentarzach. 😉 



6. PODCHODY

Ooo, tej zabawy też nigdy nie zapomnę! Bawiliśmy się już jako starsze dzieciaki, ale były w naszych grupach, pod naszą opieką i te mniejsze. Jednak zawsze w grupie była jakaś starsza koleżanka, czy kolega. I to było niesamowite, że wszyscy bawiliśmy się razem. Nie było problemu, że ktoś jest za mały, czy za duży. 😉
Pierwszy raz bawiłam się w podchody na obozie harcerskim, ale i pod blokiem organizowaliśmy takie zabawy po całym osiedlu, które pamiętam do dziś. Nigdy nie zapomnę, jak mieliśmy za zadanie złapać chrabąszcza i tylko ja nie bałam się go donieść do mety. A dziś, nie wiem, czy utrzymałabym go w dłoniach, chociażby minutę. 😀

Dzieliliśmy się na dwie grupy. Jedna grupa ucieka, zostawiając po drodze strzałki rysowane kredą na chodniku, zostawia też ślady i zadania do rozwiązania (listy), a druga grupa musi ją złapać. Nie było dziecka, które nie chciałoby się bawić w podchody. Ile było zabawy przy wymyślaniu zadań, szukaniu odpowiedniego miejsca,
gdzie to zadanie można ukryć.

 

7. DWA OGNIE
Tę zabawę najbardziej pamiętam z lekcji wychowania fizycznego. Najlepsza gra drużynowa!

Boisko dzielimy na dwa równe pola. Uczestników dzielimy na dwie drużyny z taką samą liczbą zawodników. Każda drużyna wybiera ze swojego zespołu „matkę”.
Drużyny mają za zadanie zbijać swoich przeciwników (matki również). Jeśli rzucona przez przeciwnika piłka kogoś dotknie i spadnie na ziemię, ten ktoś odpada z gry i tak do momentu, kiedy zostanie wybita cała drużyna, wtedy na pole drużyny gry wchodzi matka, która ma trzy „życia”.

Pamiętam też wersję, że osoby zbite, które schodziły z boiska, przechodziły do swoich „matek” i stamtąd pomagały im zbijać przeciwników. To były naprawdę fascynujące rozgrywki. Warto przypomnieć tę zabawę naszym dzieciom, a wakacje tuż, tuż. 😉 

8. ZABAWY NA TRZEPAKU
Miejsce, gdzie działo się wiele. Nie było lepszego miejsca na towarzyskie spotkania. To było prawdziwe centrum dowodzenia. Aż żal, że jest ich coraz mniej. Nie wyobrażam sobie dzieciństwa bez przesiadywania na trzepaku. Pamiętacie te słynne „Mamo, mogę iść na trzepak?”. Potrafiliśmy spędzić na nim pół dnia i tak nam było mało, nikt się nie nudził. Tyle rozmów, tyle nowych znajomości i tyle zabaw co na trzepaku, nie przeżyłam nigdzie indziej. To na nim poznałam moje przyjaciółki, z którymi przyjaźnię się do dzisiaj. Aż łezka w oku się kreci na te wszystkie piękne wspomnienia…

9. BEREK
Tak, jak pozostałe zabawy, berek jest jedną z najstarszych i najprostszych zabaw podwórkowych. Tę zabawę powinno znać każde dziecko. I pewnie zna, bo w berka często bawią się przedszkolaki. Ja sama nauczyłam się od Lily kilka nowych sposobów na berka, np. berek kibelek, lub berek z uwalnianiem. Znacie? 😉

Tradycyjny berek polegał na tym, że na dany sygnał osoba wyznaczona na berka rozpoczynała zabawę, starając się złapać na określonym terenie jednego z uczestników zabawy. Jeżeli złapała, to następowała zmiana berka.


10.  GŁUPI JAŚ
My bardzo lubimy tę zabawę, choć wg psychologów jest poniżająca.
Zasady gry są bardzo proste. Dwie osoby stają naprzeciwko siebie, jedna osoba w środku. Osoby stojące na zewnątrz rzucają do siebie piłkę, a osoba w środku, czyli przysłowiowy głupi jaś ma za zadanie złapać piłkę.
Gdy ją załapie, wychodzi na zewnątrz, a do środka wchodzi osoba, która ostatnia rzucała piłkę. I tak w kółko. 🙂 Jeśli jest nas więcej niż 3 osoby, to ustawiamy się w kółku.


To tylko dziesięć propozycji zabaw na świeżym powietrzu, a była ich cała masa. Pamiętam też dobrze zabawy w głuchy telefon, ciuciubabkę, kółko – krzyżyk, kapsle czy badmintona. Pamiętacie, jak trzeba było obciążać te lekkie lotki kamykami?
Mam nadzieję, że tym wpisem przywołałam Wam wspomnienia i smak dzieciństwa. Nie dajmy się zwariować, olejmy komputery i pokażmy dzieciom, jak świetnie można bawić się na dworze! Ściskam Was ciepło! :*

Share on FacebookPin on PinterestTweet about this on TwitterShare on Google+

Comments

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *