ŁOBUZIARA

„Nie ruszaj”, „Nie tak szybko”, „Nie biegaj”, „Uważaj”, „Nie przewróć się”, „Nie wolno” i tak w nieskończoność… nie znam mamy, która nie wypowiedziałaby tych słów do swojego dziecka. Ja sama niejednokrotnie łapię się na tym, że zbyt często nadużywam słowa „nie”. Postanowiłam sobie kiedyś, jeszcze przed urodzeniem dziecka, że chciałabym być mamą, która nie będzie pozbawiała swojego dziecka samodzielności. Wydaje mi się, że jeśli dziecku czegoś zakazujemy, to nie odnosimy żadnego pożytku wychowawczego.

Kilka dni temu na rodzinnej imprezie jedna z kuzynek patrzyła na mnie dziwnie, gdy moje dziecko musiało samo umyć swoje buty (które wcześniej wylądowały w kałuży). Co ja mówię, nie musiało – chciało. Lily uwielbia sprzątać. Pierwsza leci po ręczniki i płyn, by wytrzeć stół po obiedzie. I nic w tym dziwnego. Ale czułam się nieswojo, gdy kuzynka wlepiła we mnie wzrok i wydawało mi się, że w  myślach mówi: „No weź jej pomóż”. Czułam się, jakby moje dziecko robiło coś nieprzyzwoitego. Zaczęłam się zaraz tłumaczyć, że Li uwielbia sprzątać, że sprząta ze mną w domu, że myje naczynia i robi to lepiej ode mnie… Kuzynka zrobiła jeszcze większe oczy. W końcu wkurzona zapytałam: „Ty nie pozwalasz Majce(5lat) sprzątać w domu?” Usłyszałam: „Nie, ja wolę zrobić to sama”. Dziwne, ale  już wiedziałam co będzie dalej. „Nie pozwalam jej sprzątać, bo później muszę po niej poprawiać”. Wtedy ja zrobiłam oczy jak 5 złotych i powiedziałam wprost, co myślę.

Zachowanie mojej kuzynki, która podczas jednej imprezy pokazała mi np., że jej dziecko, mimo wieku pięciu lat, nie mogło usiąść przy stoliku z innymi dziećmi, bo UWAGA „ona sama się nie naje, ja muszę ją przypilnować”, uświadomiło mi, że wciąż jeszcze jest wiele kobiet-matek, które nie odstępują swoich dzieci na krok. Kontrolują, trzymają za rączkę, towarzyszą przez wszystkie chwile dzieciństwa, za wszelką cenę kontrolują i uczą, jaki świat jest niebezpieczny i jak bardzo trzeba uważać. Ja wszystko rozumiem, jeśli jeszcze taka mama używa głowy, ale jeśli nie… to czyż z takiego stłamszonego, ciągle trzymającego  się spódnicy mamy dziecka, nie wyrośnie strachliwy, bojaźliwy maluch? Maluch, który będzie słaby. A już na pewno będzie bał się porażek. Ta sytuacja to tylko przykład. Ale dziecko, które nie ma możliwości przekonać się o swojej sile, nie może poznawać świata, doświadczyć małych porażek i sukcesów, nie poradzi sobie w przyszłości z własnymi emocjami i trudno będzie mu zmagać się z problemami. Dlatego nie chowajmy dzieci pod kloszem!

Dziecko poprzez doświadczenie poznają świat. Musi spróbować loda, by zobaczyć, że jest zimny. Musi dotknąć, żeby wiedzieć, że w kubku jest ciepły (nie gorący) kompot. I musi się przewrócić, żeby wiedziało, czym to grozi. Ubrudzić się przy zabawie w piaskownicy też może. Musi być mu wolno wskoczyć do kałuży, ubrudzić się czekoladą, czy posprzątać stół po obiedzie. Jak inaczej ma się tego nauczyć? Nigdy nie zabraniałam swojemu dziecku uczestniczyć w pracach domowych. Mimo, że trwało to o wiele dłużej niż gdybym miała zrobić to sama. Dlaczego dziecko ma nie spróbować, jak wspaniale można bawić się mąką, sprawdzić jak ciasto przykleja się do paluszków? Dlaczego rodzice zabraniają zaspokoić ciekawość swojego dziecka, która jest tak ogromna? Jedna z moich nauczycielek powtarzała zawsze „Zapomniał wół jak cielęciem był” i teraz z biegiem czasu tak bardzo rozumiem to powiedzenie. Rodzice często zapominają jak to było, jak sami byli mali. Przecież każdy kiedyś miał nieodpartą potrzebę poznawania świata. Ja, mimo swojego wieku nadal ją mam. I nigdy, przenigdy nie pozwolę sobie i nikomu innemu, by tę chęć w moim dziecku stłamsić.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
zdjęcia:OLYMPUS DIGITAL CAMERA

koszulka: Mosquito/opaska:t-a-o.p.pl

male lilylife

 

Share on FacebookPin on PinterestTweet about this on TwitterShare on Google+

Comments

Loading Facebook Comments ...

2 thoughts on “ŁOBUZIARA

  1. dobitne i prawdziwe, blisko mi do Twoich słów, choć macierzyństwo jeszcze przede mną i wtedy zweryfikuję

  2. Ależ o ile łatwiej jest zrobić coś za dziecko? Szybciej, łatwiej, czyściej, sprawniej, lepiej…. A dziecko? Nauczy się… kiedyś tam. Eh, chciałabym, żeby więcej mam miało takie podejście jak Ty. Pozdrawiam 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *