KIEDY BYŁAM NASTOLATKĄ, BARDZO WKURZAŁO MNIE ZDANIE „JEDZ, BO NIE UROŚNIESZ!”
ALBO „ZJEDZ CHOCIAŻ MIĘSKO, ziemniaczki możesz zostawić”
I WIECIE CO? ZŁAPAŁAM SIĘ OSTATNIO, ŻE SAMA TAK MÓWIĘ!

 

Mając kilkanaście lat, obiecywałam sobie, że gdy dorosnę, to nigdy, ale to przenigdy nie będę używała
tego zwrotu do swojego dziecka. Jak już wspomniałam w nagłówku, nie udało się. Pamiętam też,
jak mama mówiła, zobaczysz, kiedy dorośniesz, to będziesz taka sama. O co, to, to nie! Jak widać,
czas minął, a ja poniekąd jestem jak moja mama.

I dziś chciałabym Was zabrać na wycieczkę do przeszłości, ale i przyszłości, bo teksty, o których dziś porozmawiamy, wciąż można usłyszeć na ulicy, placu zabaw, czy w supermarkecie stojąc w kolejce
do kasy. Jestem pewna, że jedno z dziesięciu zdań, które dziś przeczytacie w tym wpisie, słyszeliście chociaż raz od swoich rodziców. To, co? Zaczynamy!

Na pierwszy ogień idzie zdanie, które słyszałam wczoraj, kiedy dziecko w sklepie spytało mamy, czy kupi mu zabawkę. Domyślacie się jaka była odpowiedź? Mnie ta odpowiedź zainspirowała trochę do napisania tego tekstu.

ewentualnie druga wersja „BO JA TAK MÓWIĘ”.
Bardzo mnie dziwi, że rodzice wciąż używają takiego zwrotu do swoich pociech.
Dla mnie to jest bezsensowne i tylko źle świadczy o rodzicu, o tym, że brakuje mu argumentów i zwyczajnie nie chce się po raz setny powtarzać i tłumaczyć, dlaczego czegoś nie można. Co znaczy w ogóle odpowiedź: nie, bo nie?! O ile jeszcze używana jest w żartobliwy sposób, to okej, ale tak,
jak ta mama w sklepie na poważnie, nie spoglądając nawet na dziecko, powiedziała pod nosem
„Nie, bo nie”, to mi się tak smutno zrobiło, patrząc na tego zawiedzionego szkraba.
I tu muszę się przyznać, że czasem zdarza mi się tak powiedzieć do Lily, kiedy robi jakieś śmiszno-głupie miny. A kiedy tak mówię, to od razu przypomina mi się moja mama, kiedy mówiła tak zawsze, jak robiłam zeza i pytałam, czy też tak potrafi. ;)

Słyszałam, ale nie od mamy, a od ciotki, która uważała, że mama za dużo mi pozwala.
A wiecie, co miała na myśli? A to, że mama zgodziła się na moje cotygodniowe wyjazdy do Krakowa na warsztaty teatralne. Fakt to było 400 km w jedną stronę, ale ja byłam rozsądną nastolatką i mama mi ufała, zresztą do dziś jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. ;)

– albo ZROZUMIESZ, KIEDY DOROŚNIESZ
Nigdy tak nie powiedziałam, a jeśli powiedziałam, to nie pamiętam. Nie raz za to słyszałam,
jak babcia na placu zabaw mówiła tak do wnuczka.  W sumie to nie wiem, czemu ma to służyć.


Patrz, a jakoś urosłam! To zdanie z pewnością słyszeliście od swoich rodziców lub dziadków. Sama je czasem stosuję, ale bardziej w formie żartów. Często mówię do Lily „Wiesz, jak mi mama zawsze mówiła, kiedy nie chciałam jeść? Jedz, bo nie urośniesz” i tak się uśmiechamy do siebie i zajadamy, co tam mamy na talerzu.
Słuchajcie, ale słyszałam jak kiedyś babcia do wnuczki na placu zabaw, wciskając jej kanapkę, mówiła: Jedz, bo Cię dziad zabierze. Nie powstrzymałam się i skomentowałam. Przecież to straszne jak tak można?

– druga wersja TY NIE JESTEŚ WSZYSCY!
Przyznam, że takie zdanie obiło mi się o uszy. Chyba najczęściej, kiedy chciałam wieczorem wyjść pod blok bawić się w chowanego ze starszymi kolegami, a wdomu czekały jeszcze lekcje do zrobienia.


Oooo tego chyba nie muszę komentować. To taki klasyk. Samej już zdarza mi się to powiedzieć.


Bardzo mądre zdanie o ile potrafimy je wytłumaczyć dziecku. Przyznam szzcerze, że ostatnio miałyśmy
z Lily pogawędkę o indywidualiźmie i o tym, że trzeba być sobą. Wiem, że jest jeszcze mała,
ale myślę, że powoli już można zaczynać temat.

Ile ja głupich rzeczy zrobiłam tylko dlatego, że zrobiły je moje koleżanki. Gdyby tak można było cofnąć czas… 😉


Kto z nas tego nie słyszał? Myślę, że to zdanie akurat bierze się z bezsilności i słabości rodziców.
Często nie potrafimy być konsekwentni i w takich sytuacjach używamy takiego zdania.
Jeszcze nie zdarzyło mi się powiedzieć tak do córki i trzymam kciuki, by tak zostało! 🙂

Specjalnie zostawiłam to zdanie na koniec, bo za każdym razem, kiedy je słyszę, to coś mną rzuca.
Ile razy słyszałam taki tekst rodziców do swoich dzieci? Niezliczone ilości razy!
Kiedy dziecko się przewróciło, dostało garstką piasku prosto w oczy, czy po prostu upadł mu miś.
Drodzy rodzice (i nie tylko) nigdy nie mówcie tak do dzieci, depczecie ich uczucia!
W takich momentach dziecko potrzebuje Waszej bliskości, pocieszenia, a nie ignorowania i znieważania jego uczuć. Pomyśl, że jeśli powiesz dziecku „To nic, nie płacz, nic się nie stało!”, kiedy wpadł do kałuży jego ulubiony miś, może poczuć się niezrozumiane, bo przecież jak to się nic nie stało?
To mój ukochany miś, heloł! Takie zlekceważenie, umniejszenie problemu dziecka może spowodować,
że więcej do Was po pomoc nie przyjdzie!

Share on FacebookPin on PinterestTweet about this on TwitterShare on Google+

Comments

Loading Facebook Comments ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *